Europa Środkowo-Wschodnia. Fakt geohistoryczny czy mit historiozoficzny
Categories: wydarzenia_dziedzictwo
      Date: 17-12-2010
     Title: Europa Środkowo-Wschodnia. Fakt geohistoryczny czy mit historiozoficzny

Człowiek zawsze chciał nazwać to, co nienazwane, i odkryć to, co jeszcze nieodkryte.



Człowiek zawsze chciał nazwać to, co nienazwane, i odkryć to, co jeszcze nieodkryte. Nie jest zatem przypadkiem, że i nasz kontynent co rusz był i jest dzielony, mierzony i ważony na wszelkie możliwe sposoby, tak, by przykroić go do aktualnie modnej i pasującej różnym ludziom czy środowiskom koncepcji. Jedno jest pewne – wśród różnych kryteriów podziału raczej nie napotkamy takiego, który kojarzyłby się z Polską lub chociażby nawiązywał do jakiegoś (najlepiej pozytywnego) wydarzenia z jej przeszłości. Nie lepiej jest też z naszymi sąsiadami od wschodu czy południa. W ogóle ma się wrażenie, jakby w regionie tym wyrosła jakaś wielka dziura: są Niemcy i jest Rosja, ale czy jest coś pomiędzy nimi? Co światlejsi Europejczycy powiedzą: Ależ tak – niewątpliwie coś tam jest! Skądś przecież płyną do nas te wszystkie problemy. Czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym wichry historii wywiały wszystko, co miało jakąś wartość? Czy pozostał tam tylko stan pierwotnej ciszy, którą dopiero trzeba wypełnić jakąś – najlepiej przepuszczoną przez liczne filtry – treścią?

Można, a nawet trzeba mocno podkreślić – mamy coś do powiedzenia, do zaproponowania reszcie mieszkańców naszego kontynentu. Nie wzięliśmy się znikąd i nie zmierzamy do jakiejś nieokreślonej przyszłości. Stoi za nami doświadczenie wielu stuleci – może trudne, może czasem nieco zapomniane (czy raczej wyparte z pamięci), ale jednak twórcze, ważne i budujące. Doświadczenie może i „młodszych”, ale jednak – w pełni europejskich braci. Doświadczenie bycia razem i bycia osobno; życia wspólnego, a niekiedy i życia wbrew sobie; zgodnego działania i ostrego, czasami wręcz zabójczego sporu czy konfliktu. Czy jest to – z perspektywy europejskiej – na tyle istotne, by wydzielać na tej podstawie cały osobny region? Sądzę, że jednak tak.

Europa, dążąc do jedności, stara się nie zapominać o swej różnorodności, wyrażającej się w czerpaniu z doświadczeń i tradycji tworzących ją regionów. Jednym z nich jest Europa Środkowo-Wschodnia – kraina wielu narodów, religii i kultur, która poprzez wspólnotę dziejów i doświadczeń zamieszkujących ją ludzi stanowi bardzo wyraźną, jednolitą przestrzeń o wykrystalizowanej tożsamości, mocno osadzonej tak w historii, jak i we współczesnych realiach, mimo wielu wieków przeciwności losu. Przestrzeń ta – zawarta między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym – jest tą częścią naszego kontynentu, która podlegając przez wieki różnym trudnym procesom dziejowym, wytworzyła w rezultacie specyficzny stan relacji między zamieszkującymi ją społecznościami, polegający raczej na dążeniu do porozumienia, niż manifestowaniu tego, co dzieli. Oczywiście, i tu dochodziło do konfliktów i nieporozumień, ale – w szerszej perspektywie – przeważnie osiągano zdrowy kompromis, uwzględniający racje wszystkich zainteresowanych. Przykładów jest wiele – jednym z nich jest wiekopomny akt zawarcia w Lublinie w 1569 roku unii, kiedy to „wolni z wolnymi i równi z równymi” zdecydowali, że wbrew przeciwnościom będą żyć i być – nie obok siebie – a razem ze sobą. Wynikiem tego była Rzeczpospolita Wielu Narodów, będąca – wbrew jej niektórym dzisiejszym hiperkrytykom – dla ówczesnej Europy niedościgłym przykładem tolerancji religijnej i swobód obywatelskich, państwem, w którym żyły wspólnie liczne ludy: Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, Niemcy, Rumuni, Żydzi, Tatarzy, Karaimi, i religie: katolicyzm w trzech obrządkach, protestantyzm wielu denominacji, prawosławie, judaizm, islam i – idąc za jednym z komentatorów tej rzeczywistości – „wszystkie znane Europie, nawet najmniejsze, konfesje”. Nie zapominajmy także o Królestwie Węgierskim – Koronie Świętego Stefana oraz krajach i ludach Bałkan, mimo tureckiej niewoli silnie zakorzenionych w swym słowiańsko-helleńskim dziedzictwie.

Europę Środkowo-Wschodnią spajały w tym czasie silne więzy wewnętrzne, oparte tak na wzajemnych kontaktach, jak i na wspieraniu się w walce z obcym naporem. Jednocześnie zaś region ten połączony był splotem mocnych zależności zarówno z katolickimi i protestanckimi krajami Europy Zachodniej, trwając z nimi w nieustannej kulturowej i gospodarczej interakcji, jak i ze światem prawosławnym – tym bliższym, skupionym w regionie bałkańsko-nadczarnomorskim, i tym dalszym, bliskowschodnim.

Był to – i jest do dzisiaj – region odrębny od rozpostartej na wschodzie Eurazji. Pozorna jest, na przykład, jedność kulturowa ziem wschodnich Rzeczypospolitej z ziemiami Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Wspólne bizantyńskie dziedzictwo już w rzeczywistości końca średniowiecza było mitem, doskonale zresztą wykorzystywanym przez późniejsze moskiewskie elity polityczne. Od XV wieku to Moskwa była „Trzecim Rzymem”, a Konstantynopol jawił się Moskwicinom jako z jednej strony przykład grzeszności Greków, ukaranych utratą swej ojczyzny na rzecz Turków za unię z Rzymem, z drugiej zaś miejscem, z którego podążały zastępy petentów, u carskiego stołu proszących o posłuchanie i jałmużnę. Nie można ich zatem było traktować jak równych sobie, a tym bardziej jak braci. Paradoksem jest, że Cerkiew rosyjska wymagała powtórnego chrztu od prawosławnych z innych państw, w tym także i od Greków.

Interesujące jest, że dla prawosławnych z metropolii kijowskiej to właśnie Cerkiew konstantynopolitańska była zawsze Cerkwią-Matką, podczas gdy na próżno szukać tego określenia u prawosławnych z metropolii moskiewskiej – powołanej zresztą do życia w niekanoniczny sposób w 1589 roku, kiedy to wykorzystano niecnie wizytę patriarchy konstantynopolitańskiego Jeremiasza II Tranosa. Czy był to – i czy jest dzisiaj – świat wspólnych wartości? W świetle doświadczeń historycznych i stanu obecnego należy w to raczej wątpić.

*

Czy dzisiaj istnieje Europa Środkowo-Wschodnia? Czy istnieje coś, co łączy społeczności regionu, którego osią są Karpaty, a ograniczają go trzy morza? A przede wszystkim, czy w dobie (pozornego) traktowania naszego kontynentu jako całości potrzebna jest jego regionalizacja? Nie ma prostej odpowiedzi na te pytania, ale… Jednak jest to „coś”, co pozwala nam powiedzieć, że – identyfikując się w pełni z Europą – mamy też tożsamość regionalną, opartą na podobnym doświadczeniu historycznym, podobnej mentalności, podobnym typie kultury i wreszcie niewypowiedzianemu może z całą ostrością, ale jednak tkwiącemu gdzieś w tle odrzuceniu nas przez „prawdziwych Europejczyków”, traktujących swych kontynentalnych współmieszkańców jak osoby z innego świata.

Europa Środkowo-Wschodnia (i środkowo-wschodni Europejczycy) to byt jak najbardziej realny, ale z kategorii tych, które – bazując na doświadczeniu rozumu – trzeba przyjąć na wiarę. Nie ma tu wbrew pozorom żadnej sprzeczności: cóż bowiem, jak nie actus fidei, wypełnia obecnie nasz wspólny europejski dom.